Zenon Plech

ZENON PLECH

DATA URODZENIA: 01.01.1953
LATA STARTÓW W GDAŃSKU: 1977-1987
NAJWIĘKSZE SUKCESY:  ZŁOTY MEDAL IMP (1972, 1974, 1979, 1984, 1985), I MIEJSCE W ZŁOTYM KASKU (1973, 1974, 1978), I MIEJSCE W SREBRNYM KASKU (1971), SREBRNY MEDAL IMŚ (1979), SRERBNY MEDAL MISTRZOSTW ŚWIATA PAR (1980), SREBRNY MEDAL IMP (1981, 1983), SREBRNY MEDAL DMŚ (1976), II MIEJSCE W ZŁOTYM KASKU (1975), BRĄZOWY MEDAL IMŚ (1973), BRĄZOWY MEDAL DMŚ (1972, 1974, 1978, 1980), BRĄZOWY MEDAL MISTRZOSTW ŚWIATA PAR (1973, 1981, 1983)
INNE KLUBY W POLSCE: STAL GORZÓW

BIOGRAFIA:

Wypełniony chorzowski gigant huczy i pulsuje skandowanym dopingiem. Kibice żywo jeszcze mają w pamięci radosne wydarzenia sprzed sześciu lat, kiedy na tym samym stadionie, w takim samym finale indywidualnych mistrzostw świata, tak bezprzykładny triumf święcili Polacy: pierwszy - Jerzy Szczakiel, trzeci - młodziutki, dwudziestoletni Zenek Plech. Wtedy w finałowej szesnastce wystartowało aż sześciu polskich żużlowców. Teraz jest ich o połowę mniej, ale dwaj są w światowej elicie i na pewno zaliczani są do faworytów chorzowskiego finału. Dwaj serdeczni przyjaciele i niemal nierozłączni żużlowi druhowie: Edward Jancarz i świeżo upieczony gdańszczanin Zenon Plech - uznana już gwiazda europejskich i światowych torów, ogromnie lubiany i popularny, noszący wielce wymowne sportowe pseudo "Super-Zenon". Tu, w Chorzowie, staje przed szansą ukoronowania dotychczasowej świetnej kariery tym najważniejszym tytułem. Jest rok 1979.

Swój pierwszy wyścig wygrywa w cuglach, chociaż na starcie został trochę w tyle. I potem ten drugi, fatalny bieg, na wspomnienie którego jeszcze dzisiaj, po wielu latach, krzywi się i marszczy czoło. Nie wie dlaczego wyjechał z parkingu jakby za mało skoncentrowany, a prostą tego konsekwencją była niepewna, zbyt delikatna - jak to określa - jazda. Na starcie znów został, ale potem doszedł i przez moment o pół koła przewodził nawet stawce. Właśnie wtedy nie podjął walki, przestraszył się wywrotki i utraty wszelkich szans. Spasował i przyjechał do mety trzeci, za późniejszym mistrzem świata, znakomitym Nowozelandczykiem Ivanem Maugerem i Amerykaninem Kelly Moranem. Potem gonił, wygrywał już wszystko, ale zabrakło tego jednego punktu, żeby stoczyć baraż z Ivanem. Mauger - 14, Plech - 13, Lee (Anglia) - 11 pkt. Oto końcowa kolejność finału, w którym Zenek odniósł swój największy życiowy sukces, ale po którym została też nutka żalu do samego siebie. Nigdy nie był i nigdy już nie będzie tak blisko wymarzonego indywidualnego tytułu.

Urodzony w podgorzowskiej wsi, Zenek nigdy nie pasjonował się sportem, a już na pewno przedmiotem jego szczególnej fascynacji nie był żużel, mimo iż gorzowska Stal właśnie wtedy, w 1970 roku, gdy młody chłopiec zamieszkał tam w internacie i rozpoczął naukę w liceum ogólnokształcącym - była prawdziwym potentatem w tej dyscyplinie sportu, a Pogorzelski, Jancarz i Migoś znani byli szeroko, nie tylko w kraju Wybrali się kiedyś uczniowską paczka - z braku innych pomysłów - na mecz żużlowy. A ponieważ akurat wisiało na stadionie ogłoszenie a naborze da szkółki młodzieżowej, postanowił spróbować. Miał 16 lat, nieposkromione ambicje i oczywiście to coś, co od razu zwiastuje przyszłego mistrza. W szkółce przerastał wszystkich o głowę i już po roku, właśnie podczas ligowego meczu Stali z Wybrzeżem (jakiś omen?) uzyskał wymagany limit czasowy i żużlową licencję. Z miejsca zaczął występować w ligowym zespole gorzowskim i pojechał też w rewanżu na torze gdańskim. Nie wiedział jeszcze, że za 7 lal będzie to jego macierzysty tor klubowy. Zapamiętał, że wtedy, po raz pierwszy prezentując się gdańskiej publiczności, w jednym z biegów udało mu się zająć trzecie miejsce. Zaczął więc przy ul. Elbląskiej od 1 punktu, później; już w barwach Wybrzeża, rzadko schodził poniżej 15.

Dopiero jednak, gdy w następnym roku wygrał rywalizację o Srebrny Kask, a w 1972 roku, jako długowłosy 19-latek, zakwalifikował się za tzw. biegopunktówkę - do kadry narodowej seniorów, zrozumiał, że chyba jest stworzony dla tego właśnie sportu. Zresztą, jeszcze w tym samym roku potwierdziły to pierwsze występy międzynarodowe i to od razu w eliminacjach mistrzostw świata. W pierwszej - w Gorzowie, jest drugi za Jancarzem, w drugiej - w Pradze, zajmuje trzecie miejsce i awansuje do półfinału europejskiego w Czerkiesko na dalekim Kaukazie. Tam jednak ponosi Go młodzieńcza brawura, ma dwie wywrotki i jednie wprawdzie na finał do Wrocławia, ale jako... rezerwowy. Tam przyjechali jednakże wszyscy, wiec siedział na trybunie. Medal w tymże roku jednak zdobył. Wprawdzie nie indywidualny, ale wspólnie z kolegami z reprezentacji Polski w drużynowych mistrzostwach świata. Najpierw wygrali półfinał w Leningradzie (Plech zdobył komplet punktów), a finał w Olching w RFN dał im tytuł II wicemistrza Świata, za Wielką Brytanią, Związkiem Radzieckim, ale przed Szwecją. Ten rok był dla Zenka w ogóle wspaniały. Z fantazją i bez żadnych kompleksów wobec uznanych wielkości krajowych pojechał także na indywidualnych mistrzostwach Polski, zwyciężając pewnie przed Waloszkiem i wpisując się do kronik polskiego żużla jako najmłodszy mistrz kraju. Wpisał się do nich także z innego powodu: zdobywając w sumie 5 tytułów mistrza Polski (2 w barwach Stali i 3 - Wybrzeża) został w tym względzie rekordzistą, dystansując dotychczasowego czterokrotnego czempiona Floriana Kapałę. Jego rekord dotrwał aż do roku 2002, kiedy szósty tytuł mistrzowski zdobył Tomasz Gollob.

Rok 1972 stanowił niewątpliwie imponujące otwarcie dla długiej i jakże bogatej w sukcesy kariery młodziutkiego żużlowca. Był odkryciem jego niepospolitego talentu i zapowiedzią jeszcze większych osiągnięć. Z tym, Ze zapowiedzi mają to do siebie, że albo się spełniają, albo nie. W tym przypadku dalsze wyczyny Zenona Plecha nie pozostawiają cienia wątpliwości.

Niezwykle udany jest następny sezon. W historycznych dla polskiego żużla IMŚ w Chorzowie zdobywamy dzięki Szczakielowi, jedyny dotychczas złoty medal; pierwszym wicemistrzem po barażu zostaje ten niesamowity Mauger, ale po laur drugiego wicemistrza sięga drugi Polak, zaledwie 20-letni Zenek, który zdobył tylko o 1 pkt mniej od tamtego mistrzowskiego duetu. A potem - w Szwecji drugi brązowy medal, tym razem w mistrzostwach świata par. Zdobyli tyle samo punktów, co druga Dania, toteż o kolejności zadecydował dodatkowy bieg. Wtedy Zenek pojechał z Marcinkowskim, ale następne medale w tej konkurencji zdobywał już wyłącznie z Edkiem Jancarzem. Z nim rozumiał się najlepiej, zresztą nie tylko na torze.

Następne trzy sezony raczej skromniejsze. W IMŚ Plech z reguły łatwo przebija się do finału, ale tam jest kolejno: szósty, czternasty i piąty. W parach podobnie (piąte i siódme miejsce), za to są medale w rywalizacji drużynowej. Drugie wicemistrzostwo świata w 1974 roku i srebrny medal na White City w Londynie dwa lata później - wspólnie z Jancarzem, Cieślakiem, Rembasem i Prochem.

W 1976 roku zaczyna się psuć atmosfera w Gorzowie. Stal nie wyraża zgody na starty Plecha w lidze angielskiej, złożył więc podanie o zwolnienie i zameldował się w Gdańsku z pytaniem, czy spełnią jego warunki. Oczywiście, przyjęto go z otwartymi ramionami, ale przetargi międzyklubowe trwały jeszcze długo, by zakończyć się wcieleniem Zenka do Kaszubskiej Brygady WOP, celem odbycia dwuletniej służby zasadniczej. Była to służba bardzo hipotetyczna - jak to w owych czasach często bywało - i prawdę mówiąc, tylko na papierze. Ale definitywnie przecięła konflikt i pozwoliła szeregowcowi Plechowi na starty w GKS-ie Wybrzeże. Na otarcie łez gorzowianie otrzymali 5 nowiutkich maszyn żużlowych.

Po raz pierwszy z plastronem gdańskiego klubu - koroną i dwoma krzyżami -wyjechał Zenek na tor w przegranym meczu w Częstochowie, ale na 32 zdobyte wtedy przez gdańszczan punkty, 17 - czyli więcej niż połowę - zdobył nowy nabytek. W Gdańsku natomiast w miejscowych barwach zadebiutował 7 lipca 1977 roku w meczu z Motorem Lublin, zdobywając komplet 15 punktów. Nic dziwnego, że takiego asa czarnego toru gdańszczanie przyjęli z prawdziwym entuzjazmem i swoistą kibicowską miłością. Wszak po tragedii Zbyszka Podleckiego, tak znakomitego żużlowca Gdańsk nie mógł się doczekać. A Zenek odpłacał za tę "miłość" jak mógł i umiał, czyli porywającą, zazwyczaj zwycięską jazdą, a także wiernością Gdańskowi, nawet poza kres kariery zawodniczej. Tu odnalazł swoje miejsce na ziemi, nie tylko w wymiarze sportowym.

Już w 1978 roku pomagał swojej nowej drużynie w zdobyciu wicemistrzostwa Polski, jeżdżąc wtedy wspólnie z Leszkiem Marszem, Bogdanem Skrobiszem, Henrykiem Żyto i Andrzejem Marynowskim. Po 7 latach powtórzy ten sukces już w innym zestawieniu - z Grzegorzem Dzikowskim, Mirosławem Berlińskim i Dariuszem Stenką. Sezon 1978 zapowiadał się bardzo interesująco. Już w maju Zenek wygrał Zloty Kask, ale właśnie wtedy przyplątało się zaniedbane przeziębienie, z którego wynikło wysiękowe zapalenie osierdzia i przymusowy szpital. Z sercem żartów nie ma, ale też Plech łatwo się nie poddaje. Zresztą nie byłby sobą, gdyby nie powalczył o jakiś medal na dużej imprezie. Tym razem, całkowicie wyleczony, zdążył na drużynowe MŚ. Finał w niemieckim Landshut przynosi Polsce (i Plechowi) kolejny brązowy medal.

W następnym roku po chorobie ani śladu, jest natomiast ostro zwyżkująca forma. To niewątpliwy efekt startów w lidze angielskiej, w barwach słynnego londyńskiego klubu Hackney, gdzie Zenek przez kilka sezonów będzie autentycznym liderem. Zostanie indywidualnym wicemistrzem Londynu, walnie przyczyni się do sięgnięcia przez Hackney po wicemistrzostwo najsilniejszej wówczas ligi w świecie - ligi angielskiej. Tam się zarabiało pieniądze, ale też jeździło się nieprzytomnie - często 7 razy w tygodniu! A trzeba jeszcze było zdążyć na ligowy mecz macierzystej drużyny w kraju i co tydzień, po sobotnim meczu w Anglii wylatywał z Londynu do Warszawy, a stamtąd po przesiadce do Gdańska. "Przerywnikami" w tej zwariowanej karuzeli były jeszcze występy w światowej rywalizacji. W 1979 roku ogromnie udane, choć pozostał pewien niedosyt po drugim miejscu w Chorzowie. Potem było jeszcze trzecie miejsce na mistrzostwach świata par w Danii (oczywiście w porze z Jancarzem) i trzeci już tytuł indywidualnego mistrza kraju. I tu ciekawostka wiele mówiąca o charakterze naszego żużlowca. Otóż ostatnie trzy tytuły mistrza Polski, zdobyte już dla Gdańska i GKS Wybrzeże, Super-Zenon musiał walczyć trzykrotnie wbrew publiczności, wygwizdującej go niemiłosiernie przy każdym pojawieniu się na torze. Tak się bowiem zdarzyło, że te właśnie trzy turnieje finałowe odbywały się w Gorzowie, który nie mógł zapomnieć i przebaczyć Plechowi przeprowadzki nad Bałtyk. Ale tu właśnie kibice gorzowscy srogo się nacinali, bo taka ich nieprzychylna reakcja wyzwalała u Zenka dodatkowe impulsy motywacyjne. W takiej sytuacji musiał pokazać, że jest najlepszy, mimo iż np. w latach 1984-1985 jego kariera dobiegała już kresu. Kto wie zatem, czy te dwa ostatnie tytuły nie zawdzięcza właśnie gorzowskiej publiczności?

Ale na początku lat osiemdziesiątych jest jeszcze mocny. W 1980 roku sięgają z Edkiem po swój największy sukces w jeździe parami - w światowym finale w Jugosławii zajmują drugie miejsce, ulegając tylko Anglii. Potem wygrywa finał kontynentalny IMŚ we włoskim Lonigo, ale w Goeteborgu pojechał słabo, znacznie poniżej oczekiwań. Po roku zdobywa swój ostatni medal na światowej imprezie, zajmując z Jancarzem trzecie miejsce w parach. Wywalczył potem jeszcze dwukrotnie finał IMŚ, ale zarówno na Wembley w 1981, jak i w Norden w 1983 roku nie był w stanic podjąć walki o czołowe pozycje. Nadciągali młodsi: Amerykanin Penhall, Niemiec Mueller, a potem "duński gang" Gundersena, Nielsena, Pedersena. Pewien uraz musiał także zostawić wypadek samochodowy na trasie Londyn - Gdańsk. Zmęczony Zenek zasnął na 30 km przed celem i wylądował na drzewie. Mercedes został doszczętnie skasowany, on wyszedł raczej bez szwanku, ze skrzywionym tylko nosem.

Na pożegnalny turniej Zenona Plecha w czerwcu 1987 roku przyjechały same światowe sławy, m.in. Duńczycy Knudsen, Pedersen i Jorgensen, Anglicy Morton, Tatum i Davis, Amerykanin Miller, Szwed Jonsson i czołówka krajowa. Zenek już nie wystartował - dziękował tylko swym przyjaciołom, i długo, długo fetującej go publiczności, wdzięcznej za porywające wyścigi, zwycięstwa i 11 medali mistrzostw świata. Niemniej rozdziału startowego w swej karierze jeszcze nie zamknął. W 1989 roku wygrał znakomicie obsadzony turniej oldboy'ów w Landshut, zostawiając w tyle takie sławy, jak Briggs, Collins czy Michanek.

Zenon Plech w Wybrzeżu
Sezon Biegi Punkty Bonusy Suma Śr. Biegowa
1977 32 81 0 81 2,531
1978 45 130 0 130 2,889
1979 47 127 1 128 2,723
1980 11 33 0 33 3,000
1981  53 148 0 148 2,792
1982  56 144 2 146 2,607
1983  83 206 2 208 2,506
1984 83 225 2 227 2,735
1985  87 233 0 233 2,678
1986 76 191 2 193 2,539
1987 15 25 3 28 1,867
SUMA 588  1543  12  1555  2,645

 

Tabela:

msc drużyna M Pkt +/-
1 Zdunek Wybrzeże Gdańsk 0 0 0
2 Apator Toruń 0 0 0
3 Arged Malesa Ostrovia Ostrów Wielkopolski 0 0 0
4 Car Gwarant Start Gniezno 0 0 0
5 Lokomotiv Daugavpils 0 0 0
6 Orzeł Łódź 0 0 0
7 Polonia Bydgoszcz 0 0 0
8 Unia Tarnów 0 0 0

Social Media

Nasi Partnerzy

Sponsor Tytularny

Partnerzy Główni

Sponsor Strategiczny Plus