Żużel w kolorze blond (41): Wszystko musi się kiedyś skończyć

21.05.2019, 10:22

Nie raz wspominałam o tym, że gdyby nie wiadomość z klubu, dzisiaj pewnie kończyłabym drugi rok studiów w Zielonej Górze. Zaryzykowałam, zostałam i dzisiaj szukam nowych wyzwań. Przed rokiem o Nice 1. Lidze Żużlowej nie wiedziałam nic, a znałam jedynie skład Zdunek Wybrzeża Gdańsk. Dzisiaj mogę się nazwać ambasadorem Wybrzeża w rodzinnej miejscowości. Żużel uczy, że nie zawsze wszystko wychodzi, ale ryzyko często się opłaca. Wybieram podobną ścieżkę co żużlowcy i idę dalej. Ostatni felieton będzie miał nieco inny charakter, ale cykl mający ponad czterdzieści części zasługuje przecież na specjalne zakończenie. Druga taka artystka jak ja, rychło się nie pojawi.

"Co taka blondynka jak Ty może wiedzieć o żużlu?" - pytało wielu. Nie wiedzieli jednak, że moje pochodzenie nie pozwala mi wiedzieć mało. Szybko przyswajam wiedzę, więc odpowiadam: "coś tam wiem". Przyjechałam do Gdańska sama, a przyjdzie mi zostawić duże grono znajomych z uczelni, redakcji wybrzezegdansk.pl i klubu. Praca w klubowej telewizji WybrzeżeTV pozwoliła mi zajrzeć do parku maszyn. Początkowo nieśmiało, a z  czasem jak do siebie. Zaznaczę jednak, że ja mam czyściej, ale to dygresja. Na stadion im. Zbigniewa Podleckiego często przyjeżdżałam prosto po zajęciach, by móc zobaczyć trening, przybić piątki z zawodnikami. Żużlowcy, których przed laty podziwiałam w telewizji obecnie są moimi kolegami z pracy. Praca przed kamerą? Kiedyś brzmiało dla mnie jak absurd. Dzisiaj sprawia mi to ogromną przyjemność i co najważniejsze wyglądam w jej obiektywie coraz lepiej. Marcin, który nagrywa materiały do klubowej telewizji wie, ile na początku kosztowało mnie nagranie wstępu i zakończenia. Teraz nawet nie będzie miał materiału do "making of" na koniec sezonu. Przepraszam, że się wyrobiłam. Brzmi to mało skromnie, ale chłopaki mówią, że to już sodówa, na którą nic się nie poradzi. Stałam się nieporównywalnie bardziej pewna siebie. Zaczynałam nieśmiało, zawsze od "dzień dobry" i zwrotów per "Pan", per "Pani". Dzisiaj muszą mnie czasem uciszać i ustawiać do pionu. Trochę się to wszystko zmieniło. Muszę przyznać, że żużel kształtuje bardzo pyskatych ludzi.

Emocji z parku maszyn, wyjazdów na mecz nigdy się nie zapomina. Wiadomo, że lepiej się nagrywa po zwycięskim meczu, bo wtedy każdy garnie się do wywiadów. Co innego po porażce, gdzie zawodnika trzeba wyciągać przed kamerę i tłumaczyć, że należy mieć cywilną odwagę i przyznać się przed kibicami do porażki. Po meczu w Rybniku moja siła perswazji została wystawiona na prawdziwą próbę. Mało kto chciał rozmawiać, aparat się rozładowywał, a i żużlowcy się rozproszyli. To była jedna z gorzkich lekcji, ale zdecydowanie wolę pamiętać te piękne momenty, a na szczęście było ich sporo. Żałuję strasznie, że nie było mnie na inauguracji sezonu w Gnieźnie. Cieszy mnie za to fakt wyjazdu do Lublina, bo to będzie jeden z tych spotkań, o których będę opowiadać siostrzeńcom, a może kiedyś i dzieciom. Podobnym meczem pod względem ilości emocji i powrotu z piekła do nieba był ubiegłoroczny mecz ze Startem Gniezno w Gdańsku. Dwupunktowa wygrana dosłownie o błysk szprychy oraz potężna dawka emocji, kurzu i słońca na stałe wpisały się w pamięć. Moja praca w redakcji Wybrzeża Gdańsk to nie tylko wywiady pomeczowe, ale także Gdański Magazyn Żużlowy. Co prawda nagrałam tylko dwa odcinki, ale obfitowały one w fantastyczne, merytoryczne dyskusje z ludźmi, których można słuchać godzinami. Podsumowując, za mną rok pełen wrażeń. Żużel całkowicie zdominował moje życie i mocno je przeorganizował. Przyjechałam do Gdańska dla piłki, a skończyłam w żużlu. Przed nim się nie ucieknie.

Na końcu zostawię sobie miejsce na podziękowania i mam nadzieję, że nikt mi tego nie wykreśli. W pierwszej kolejności podziękuję Mariuszowi - to on mnie znalazł, rzucił na głęboką wodę i obserwował, czy nie tonę. Mamy za sobą masę wiadomości z uwagami nad felietonami i nagraniami. Podobnie Michał i Ola, którzy czuwali nad merytorycznością i interpunkcją moich tekstów. Muszę wspomnieć także o Marcinie, który ma w sobie ogromną cierpliwość. Sam wie ile miejsca na karcie pamięci zajęły moje beznadziejne próby, by wybrać coś, co się nada do pokazania światu. Wysiłek ich wszystkich byłby zbędny, gdyby nie żużlowcy, sztab trenerski i oczywiście kibice. To zawodnicy są autorami żużlowych widowisk, o których później można pisać i opowiadać. Bez ich ryzyka byłabym bezrobotna. Oni z kolei nie mieliby motywacji do ścigania gdyby na trybunach nie było kibiców. Jest jeszcze cały tłum ludzi, których poznałam w trakcie pracy w redakcji Wybrzeża Gdańsk, a nie wspomniałam o nich. Dziękuję każdej poznanej osobie. Rok to z pozoru niewiele, ale pozwolił mi na wyniesienie istotnego doświadczenia. Dużo sentymentów i podziękowań, ale mam także dobrą wiadomość. W końcu nie będzie nikogo prześladować fotografia z moją podobizną i krzywym nosem.

Autor: Redakcja

Tabela:

msc drużyna M Pkt +/-
1 ROW Rybnik 12 22 +110
2 Arged Malesa Ostrovia Ostrów Wielkopolski 12 18 -8
3 Car Gwarant Start Gniezno 12 17 +6
4 Unia Tarnów 12 17 +16
5 Zdunek Wybrzeże Gdańsk 12 13 -32
6 Lokomotiv Daugavpils 12 11 -43
7 Orzeł Łódź 12 7 -49

Social Media

Nasi Partnerzy

Sponsor Tytularny

Partnerzy Główni

Sponsor Strategiczny Plus